Jak z chłopca zrobić mężczyznę?

Więź między mężczyznami nie tworzy się w gadaniu, zapewnianiu i opowiadaniu. Ona się wykluwa we wspólnym podejmowaniu wyzwań. Można iść przez dwanaście godzin i zamienić ze sobą jedynie kilka słów. Ale mężczyźnie to wystarczy, by dowiedział się, kto idzie obok niego.

0
6646
fot. Katarzyna Olszewska

Początek

Wszystko zaczęło się od książki „Dzikie stwory. Sztuka wychowania chłopców” Stephena Jamesa i Davida Thomasa. Sięgnąłem po nią, poszukując inspiracji dla bycia dobrym ojcem dla moich pięciu synów. W książce przeczytałem o znaczeniu męskiej inicjacji dla rozwoju każdego dorastającego chłopca. To dla niego moment przejścia ze świata dziecka do świata dorosłych, którego on aktywnie poszukuje. Jeżeli go przegapimy, to próba i tak się odbędzie, tyle że punktem odniesienia będą najpewniej starsi koledzy, a sprawdzianem na męskość takie nowe doświadczenia jak palenie papierosów, alkohol czy przemoc i łamanie prawa. Jak zatem z chłopca zrobić prawdziwego mężczyznę?

Zasady

W skrócie chodzi o stworzenie rytuału, po którego przejściu chłopiec będzie mógł spojrzeć w lustro i zobaczy w nim mężczyznę. Stopień trudności takiego doświadczenia decyduje o sile poczucia przynależności do nowej grupy – świata dorosłych mężczyzn. Taka próba musi nieść w sobie realne ryzyko niepowodzenia, wykraczać poza ogólnie przyjęte zachowania. Dzięki temu zaliczenie wyzwania będzie budziło podziw otoczenia, a tym samym stanowiło o jego atrakcyjności.

Wyzwanie

Bardzo dobrze pamiętam pierwszą Ekstremalną Drogę Krzyżową, jaką przeszedłem z moim najstarszym synem. To był mój pomysł na inicjację wejścia w dorosłość, rytuał stawania się mężczyznami przez moich chłopców. Warunkiem zaliczenia egzaminu jest przejście trasy EDK w nocy. To chłopcy sami decydują o tym, kiedy są gotowi. Wtedy wyruszam z jednym z nich na kilkudziesięciokilometrową trasę. Noc, zmienne warunki atmosferyczne, zimno, marsz w milczeniu, modlitwa i rozważanie drogi krzyżowej. Zdarzyła się próba, która zakończyła się zejściem z trasy. Zgodnie jednak z zasadą, że przegrywa tylko ten, kto się poddaje, drugie podejście zakończyło się sukcesem. Obecnie o zgodę na uczestnictwo w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej dopominają się kolejni chłopcy w coraz młodszym wieku.

Rytuał przejścia

Noc, w której z żoną obserwujemy z boku wysiłki jednego z naszych chłopców, kosztuje nas bardzo dużo. W doświadczenie Ekstremalnej Drogi Krzyżowej wprowadzam syna ja, jako ojciec. Nie chodzi tutaj tylko o solidarność płciową, ale o predyspozycje mężczyzn do ponoszenia ryzyka i wyprowadzania dziecka z domu na świat. Oczywiście nie oznacza to, że matka jest zbędna. Konieczna jest osoba, która na końcu tej przygody będzie czekała z niecierpliwością, by docenić i uhonorować męską przygodę. Chwile wyczekiwania żony ciągną się w nieskończoność. Pojawia się lęk, bo każdy z naszych chłopców jest inny, inaczej znosi wysiłek i każdy jest tym najbardziej ukochanym i wypieszczonym synkiem.

Nagroda

Na zakończenie drogi każdy z chłopaków otrzymuje nieśmiertelnik. Na jednej stronie wygrawerowane jest znaczenie jego imienia oraz aktualny rok. Na drugiej stronie znajduje się cytat ze Starego Testamentu: „Jakże chciałbym cię zaliczyć do synów i dać ci przepiękną ziemię, najwspanialszą pośród posiadłości narodów! Myślałem: będziesz Mnie nazywał: „Mój Ojcze!” i nie odwrócisz się ode Mnie.” Moment, w którym podaję dziecku to wyróżnienie na schodach klasztoru w Kalwarii Zebrzydowskiej, jest tym, w którym dostrzegam cały sens ojcostwa i rodzicielstwa. To są chwile, w których jesteśmy ze sobą tacy, jakimi jesteśmy naprawdę, bez udawania. Nieziemsko zmęczeni, z kolanami, które nie chcą zgiąć się już do modlitwy, ale dumni.

Sens

Więź między mężczyznami nie tworzy się w gadaniu, zapewnianiu i opowiadaniu. Ona wykluwa się w tych wspólnie przebytych kilometrach. Można iść przez dwanaście godzin i zamienić ze sobą jedynie kilka słów. Ale mężczyźnie to wystarczy, by dowiedział się, kto idzie obok niego. A kiedy nad ranem cali sztywni ze zmęczenia ledwo wysiadamy z samochodu pod domem, w drzwiach czeka osoba, która najpiękniej potrafi docenić wysiłek młodego mężczyzny – jego matka.

Odwaga

Można zamknąć się w swoim bezpiecznym świecie i uwierzyć w to, że za oknem czai się zagrożenie, a bohaterskie czyny śledzić tylko w filmach, od czasu do czasu roniąc łzę wzruszenia. Ale można też żyć odważnie i sprawić, że to na wspomnienie wspólnie przeżytych chwil będzie się kręcić łza w oku. Oczywiście wymaga to wyjścia ze strefy komfortu. To boli, ale każde narodziny wiążą się z ogromnym wysiłkiem i przezwyciężaniem własnego strachu.

Mam pięciu synów. Za mną dwa takie doświadczenia. Pozostały jeszcze trzy.


Idź na Ekstremalną Drogę Krzyżową: http://www.edk.org.pl/