Jak powinien żyć chrześcijanin?

Dzisiaj cztery myśli dotyczące życia. Wszystkie w nurcie szukania odpowiedzi na pytanie: „Jak powinien żyć chrześcijanin?”.

0
653

Boska natura, czyli kim jest Bóg

Pierwsza myśl. Wydaje się, że jeżeli Bóg jest w Trójcy i stworzył ten świat, to mógłby swoją naturę jakoś wyraźniej zamanifestować, a w praktyce, w objawieniu, w Piśmie Świętym, mamy tylko okruchy myśli na ten temat. Jakby się w to wmyśleć, to jest to trudne do zrozumienia, bo jeśli to, kim jest Bóg, jest tak ważne, to czy nie mógł tego powiedzieć wyraźniej. W końcu historia wszechświata to 14 miliardów lat, a my ludzie to 40 tysięcy lat, w sumie pewnie ponad 100 tysięcy lat ludzie zamieszkują ziemię. Było więc trochę czasu, żeby to powiedzieć wyraźniej ‒ ale Bóg nie powiedział.

Mam przed sobą Pierwszy list do Koryntian, drugi rozdział: „Tak też i ja przyszedłszy do was, bracia, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże”. Czyli sam Bóg tak zrobił. Nie przyszedł, żeby błyszczeć, przekonywać, manifestować. Jak na tak długą historię świata tych kilka okruchów, które nawet trudno poskładać w całość, jest wyjątkowo zaskakujących.

Nie mam do tego puenty na dziś. Raczej stwierdzam fakt, że tak jest. To jest taka religia. Faktem również jest, że sama idea tego, że jest jeden Bóg, ale w trzech osobach, jest tak nieintuicyjna, że trudno by to człowiek wymyślił. Zawsze wtedy myślę sobie, że to jest czyste objawienie. Tego nie da się wymyślić, a równocześnie w coś takiego wierzymy.

Jestem chrześcijaninem, więc myślę, czytam, medytuję

Druga myśl. Jeśli tak jest, to jedną z podstawowych funkcji ludzi wiary, ludzi tej religii powinno być myślenie, bo te okruchy trzeba poskładać w całość. Dlatego Ewangelia św. Jana zaczyna się od słów: „Na początku było słowo”. Słowo, czyli zostało nam dane do myślenia, albo myślenie stało się rzeczywistością. Można na różne sposoby to odmieniać.

Nie dziwmy się więc, że skoro taka religia, to jesteśmy potentatem światowym w nauce: szkoły, uniwersytety, naukowcy. To jest jedna z najbardziej wyróżniających cech i kompetencji Kościoła katolickiego, a tak naprawdę powinno to być zwykłą kompetencją każdej osoby wierzącej, że myśli. Powiedziałbym, że czyta. Właśnie czyta, dlatego że podstawową modlitwą chrześcijanina jest czytanie, medytacja. Czytam i zastanawiam się. Myślę. Jesteśmy religią myślicieli.

Sam lubię się uczyć, więc długo się nad tym zastanawiałem, czy czasem nie przypisuję tej cechy naszej religii, dlatego że mam sam takie preferencje. A jednak po latach powiedziałbym, że nie, że to jest taka religia, religia ludzi kształcących się. Nie tyle „wykształconych”, ile kształcących cię. Mam takich przyjaciół, którzy zostali wychowywani w górach, w biedzie, jeszcze takie pokolenie, którego nie było stać na buty. Ich rodzice nie zdążyli skończyć szkół. Byli prostymi ludźmi, a równocześnie byli oczytani. Dużo rzeczy wiedzieli i wszystkie ich dzieci, jak tylko miały możliwość, to się wykształciły. To, o czym mówię, czytanie, myślenie, to nie jest kwestia skończenia uniwersytetu. Można być prostym człowiekiem i też to mieć.

Pewnie się nie zdziwicie, jeśli powiem, że te osoby były bardzo religijne. Z jakiegoś dziwnego powodu ludzi religijni, prawdziwie religijni, czytają, dlatego w Pierwszym liście do Koryntian czytamy: „A jednak głosimy mądrość między doskonałymi, ale nie mądrość tego świata ani władców tego świata, zresztą przemijających. Lecz głosimy tajemnicę mądrości Bożej, mądrości ukrytej, tę, którą Bóg przed wiekami przeznaczył ku chwale naszej” (1 Kor 2, 6‒7). Mądrość, mądrość ukryta, mądrość schowana, mądrość taka, którą trzeba przyswoić i te okruchy poskładać sobie. Chrześcijanin jest osobą, która czyta i myśli.

Jestem chrześcijaninem, więc jestem z Ducha

Trzecia reminiscencja, trzecie przemyślenie. Otóż chodzi o to, że jeżeli jesteśmy tacy, jak Bóg, jak Trójca, to często sobie wyobrażam siebie i nas nie w kategorii bycia skazanym na płeć, na ciało, na to, że muszę jeść i oddychać. Moim zdaniem to jest zupełnie wtórne, to się po prostu wydarzyło, że tak wyglądamy. Że to życie, które tak nam się narzuca, wydaje się, że jest jedyne, najważniejsze, jest tylko trochę naszym przebraniem, że tak naprawdę jesteśmy inni, jesteśmy inni, z Ducha. Czytamy: „Nam zaś objawił to Bóg przez Ducha. Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego. Kto zaś z ludzi zna to, co ludzkie, jeżeli nie duch, który jest w człowieku? Podobnie i tego, co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch (…). Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha” (1 Kor 2, 10‒11.14a).

Chodzi więc o to, że w naszym języku, często też religijnym, uświęcono pewne kategorie, które nie powinny zostać uświęcone, przykładowo macierzyństwo, kult matki. Jesteśmy biologiczni, jedni z nas rodzą dzieci, inni płodzą, ktoś wychowuje, to nie jest żadna zasługa. To jest część całej natury. Nie tylko ludzie są rodzicami. Nic w tym nadzwyczajnego. Nie ma powodu, by tworzyć wokół tego aurę religijną i nadawać temu wyjątkowe znaczenie. Z tego też powodu dziecko przyjmuje chrzest. Chrzest oznacza, że więź biologiczna między rodzicami a dzieckiem zostaje przerwana, bo jest wtórna w stosunku do więzi duchowej. Mówi się o dziecku „dziecko Boże”. Relacje zatem powinny być budowane z perspektywy ducha, a nie z perspektywy ciała. Wszystkie te uwarunkowania biologiczne, które mamy, są zatem tylko i wyłącznie uwarunkowanymi biologicznymi i niczym więcej, i pytanie, jak my się w tym odnajdujemy z Ducha.

Dlatego bardzo mi się podobało, kiedy robiłem wywiad z Kamilą i Michałem, którzy wczoraj brali ślub. Mówią, że kiedy zaręczali się, a wszystko to się toczyło dość szybko, to obydwoje pojechali na rekolekcje ignacjańskie na tydzień w milczeniu, żeby się przekonać, czy decyzja o ślubie jest ich głębokim przekonaniem i głębokim wyborem, a nie tylko emocjami. Właśnie, jak ich tak przepytywałem, to słychać było i czuć w tym, co mówili, taką potrzebę bycia przemyślanym, a nie tylko biologicznym. Chrześcijanie są przemyślani, nie tylko biologiczni. Mają ciało, ale są od ciała mądrzejsi.

Jestem chrześcijaninem, więc wchodzę w związki i relacje

I czwarta reminiscencja. Skoro nie jesteśmy tylko ciałem i skoro pierwowzorem wszechświata jest Bóg, który jest Trójcą, trzy osoby, czyli relacja, związek, to powinniśmy przede wszystkim praktykować w życiu bycie relacyjnym, bycie związkowym, ponieważ to jest akurat ten wątek naszego życia, który przetrwa nawet śmierć. To jest właśnie nasze życie duchowe. Oznacza to, że kiedy jesteśmy w relacji, to nie powinniśmy tych relacji rozumieć w kategorii: „Co ty zrobisz, żeby mi było dobrze? Czego ja od ciebie potrzebuję? Jak możesz zaspokoić moje potrzeby?”; nie w kategorii użyteczności biologicznej, chociaż oczywiście ona jest ważna, tylko raczej w kategorii: „Interesuje mnie to, kim ty jesteś, że jesteś inny ode mnie. Interesuje mnie to, jakie jest twoje »ty«, bo razem z twoim »ty« moje »ja« może zbudować »my«”. Związek. Relacje.

To, co w ten sposób stworzymy, akurat to, co w ten sposób stworzymy, przetrwa naszą biologiczność. To, co w ten sposób stworzymy, tworzy nas nie takich, jacy jesteśmy w ciele, tylko takich, jacy będziemy w wieczności.

 Właściwa kolejność

Podsumowując: najpierw Bóg, który jeśli jest tak potężny, to to jest niezrozumiałe, dlaczego o tym, kim jest, powiedział tylko przez małe okruchy informacji, wiedzy, czy też objawienia. Jeśli jednak tak jest, to powinniśmy być mądrzy, powinniśmy myśleć, żeby to poukładać, poskładać sobie w całość. Nigdy naszym życiem nie powinna rządzić nasza biologia. Mamy też ten swoisty skafander ciała na sobie, ale tak naprawdę jesteśmy duchem, który nosi ten skafander. Ten duch jest naszą prawdziwą rzeczywistością. I wreszcie, jeśli jest w nas ten odprysk Boży, czyli relacyjność, Trójca, to powinniśmy budować prawdziwe relacje. Powinniśmy szukać „ty”, żeby zbudować „my”, a nie szukać tego, co inni mogą nam dać, żeby nam było lepiej.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułJak to jest na nieznanych wodach? O związku, który trwa już jedenaście lat
Następny artykułLubię ludzi, więc… radzę sobie z negatywnymi emocjami
mm
Ks. Jacek WIOSNA Stryczek - lider społeczny, duszpasterz akademicki i duszpasterz ludzi biznesu. Znany z nowatorskich (w tym multimedialnych) kazań i poruszających happeningów. Pomysłodawca i Prezes Stowarzyszenia WIOSNA, które realizuje projekty SZLACHETNĄ PACZKĘ i AKADEMIĘ PRZYSZŁOŚCI. W mediach znany z oryginalnych pomysłów ewangelizacyjnych, np. postawienia konfesjonału przed Galerią Krakowską, albo posypywania głów przechodniów popiołem na Rondzie Matecznego w Krakowie. Laureat wielu nagród m.in. Nagrodę Polskiej Rady Biznesu im. Jana Wejcherta, Gentlemana Roku 2014 czy Nagrodą im. Władysława Stasiaka.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ