O czystej religijności, czyli o wyjściu na pustynię

Prawdziwy Wielki Post polega na przestawieniu się duchowym. Skoro Jezus od tego zaczął swoje życie publiczne, to czy my tym bardziej tak nie powinniśmy zacząć naszego życia? Jak się przestawić? Warto wyjść na pustynię.

0
1009

Kuszenie Jezusa na pustyni jako post czterdziestodniowy, poprzedzone było chrztem w rzece Jordan. Jezus wchodzi do rzeki Jordan i odzywa się głos z nieba: „Tyś jest mój Syn umiłowany”. Jeżeli zestawimy ten głos chociażby z głosem Boga, który mówi z nieba na Górze Tabor: „To jest mój Syn umiłowany”; to łatwo zrozumiemy, że słowa „Tyś jest mój Syn umiłowany” zwrócone są bezpośrednio do Jezusa. Raczej tylko On te słowa zrozumiał.

 Tyś jest mój Syn umiłowany

Świetnie mieć takiego ojca, który mówi „kocham cię”. Ojca, który jest Bogiem wszechmogącym,  który jest Panem nieba i ziemi: to może oznaczać prosperitę. Jezus mógłby wyjść z rzeki Jordan i powiedzieć: „Może na początek chciałbym kilka ułatwień życiowych, żeby mi było chociaż ciut lepiej niż innym. A może też dużo lepiej? Przecież kochasz mnie. Przecież jesteś moim ojcem. Przecież twoje dziedzictwo, twój dorobek powinno się stać moim dziedzictwem, moim dorobkiem. To przecież ja powinienem mieć trochę twojego splendoru. Ja powinienem być otoczony twoją chwałą.”

Jezus usłyszał, że jest umiłowanym Synem Ojca, Boga i coś z tą informacją musiał zrobić. Pomysł, na który wpadł polegał na tym, że poszedł na 40 dni na pustynię, by pościć. A co z prosperitą? Co z dziedzictwem? Co z ułatwieniami życiowymi? Co z chwałą? Miał bardzo oryginalny sposób interpretowania odkrytego właśnie w wyjątkowy sposób dziecięctwa Bożego. I medytację o czystej chrześcijańskiej religijności powinniśmy zacząć od tego. Tak zachowuje się człowiek, który odkrywa, że Bóg go kocha. Nie tak, jak na niektórych filmach religijnych, gdy człowiek doświadcza miłości Boga i nagle pojawiają się promienie łaski, a w tej łasce energia, korzyści, ułatwienia. Ani nie też tak, jak w innych filmach religijnych, że są promienie łaski, ale z nimi cierpienia, problemy, katusze.

Jezus dobrowolnie decyduje się iść na pustynię. Czemu? Postanawia to wszystko przemyśleć. Okazuje się, że bardzo słusznie, bo wszystkie wspomniane pokusy ułatwień życiowych, faktycznie pojawiły się w głowie Jezusa i były podstawą jego kuszenia na pustyni.

Pierwsza pokusa

„Jeśli jesteś Synem Bożym spraw, żeby te kamienie stały się chlebem”. Jezus jest głodny. Wyobraźmy to sobie. Jeśli był na pustyni 40 dni, to mogło się zdarzyć, że nie będzie miał siły, żeby wrócić do ludzi, żeby zjeść. Nie chodziło tylko o chleb na pokrzepienie. Mówi tutaj o chlebie, który oznacza: „przeżyję albo nie przeżyję”. Pierwsza pokusa mówi o tym, że skoro jesteś umiłowany przez ojca, to załatwisz sobie różne rzeczy i będzie ci lepiej. Że nawet, jak jest trudno, to pokombinujesz i będzie ci lepiej. No dobrze, nie pokombinujesz, tylko konsekwentnie skorzystasz z tego, że Bóg jest twoim ojcem i będzie ci lepiej. No bo, jak cię kocha, to chyba nie może cię pozostawić samego w takich tarapatach?

 „Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” oznacza: dla mnie relacja z Bogiem jest ważniejsza niż korzyści, które mogłyby z tej relacji wynikać. Wyobraźmy sobie dziecko, które po wielu latach spotyka swojego ojca, który jest bardzo bogatym człowiekiem. Co wybierze jako ważniejsze: to, że może wreszcie spotkać swojego ojca; czy to, że bogaty ojciec może się wreszcie podzielić z nim majątkiem i rozwiązać jego problemy materialne.

Druga pokusa

„Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół. Przecież jest powiedziane: Aniołom swoim dał rozkaz, aby cię nosili na rękach.” Rzuć się w dół. No, rzuć się w dół z narożnika szczytu, z narożnika świątyni. Zabijesz się. No chyba, że kazał aniołom, żeby cię na rękach nosili. Nie bój się więc: wchodź w ryzyko, rób różne głupie rzeczy, podejmuj głupie decyzje – i tak cię uratuje. Jesteś w tarapatach? I tak cię uratuje. To jest twoja wina, to ty zawaliłeś, ty nie przemyślałeś, ty szarżowałeś, ale od czego jest Bóg, który cię kocha! Na pewno ci to załatwi.

„Nie będziesz wystawiał Pana, Boga swego, na próbę.” Nie ma czegoś takiego w miłości, że drugą osobę wystawia się na próbę. Nie ma czegoś takiego w relacji z Bogiem, że wystawiamy Go na próbę przez naszą głupotę, brak rozsądku, brak przemyśleń, a potem On ma nas ratować. Bóg nie jest zasobem energii, dzięki której możemy z każdych tarapatów wyjść, przynajmniej ten Bóg, Ojciec Jezusa Chrystusa. Jeżeli kogoś kochamy, to nie możemy go wykorzystać. Weźmy taki przykład – dziecko szaleje, np. używa narkotyki, ale mama go kocha i zawsze da mu pieniądze. Takie dziecko nie popełnia grzechu tylko wtedy, kiedy bierze pieniądze od matki, ale już wtedy, kiedy wystawia ją na taką próbę, bo pokazuje tym, że ta relacja jest nic nie warta, bo jest zmaterializowana. To taka gra: „Tobie zależy, a ja dzięki temu, że tobie zależy, na tym skorzystam.”. W religijności Jezusa Chrystusa nie ma czegoś takiego „tobie zależy, a ja na tym skorzystam”.

Trzecia pokusa

Szatan pokazuje wszystkie królestwa świata i mówi:  Rozmawiałem z wieloma ludźmi z korporacji, z biznesu, na mniejszych lub większych stanowiskach i te osoby mówiły mi: „Księdzu to dobrze: ksiądz nie ma rodziny, nie ma kredytów, nie ma dzieci; może zaryzykować i mieć swoją godność. Ja nie mogę.” Wszystkie królestwa świata, pokusa wciąż aktualna. Co wybrać? Czy to, że oddam Bogu pokłon, bo on jest wciąż najważniejszy? Czy jednak najpierw zatroszczę się o to, żeby mieć, a jak już będę miał, to ewentualnie się pokłonię?

Po przejściu tych trzech pokus Jezus miał  przemyślaną i zbudowaną relację do swojego Ojca. Wiedział, że Bóg Go kocha, a ponieważ była to miłość Boga-Ojca do Niego, wiedział, że nie może jej wykorzystywać, żeby było mu dobrze. Wiedział, że nie może tej miłości wystawiać na próbę, bo to rani drugą osobę. I wiedział, że miłość jest pierwsza przed wszystkim. To jest duchowość chrześcijan. Dopiero po tych przemyśleniach Jezus był gotowy do realizacji swojej misji. Okazało się, że miał moc, aby uzdrawiać, wskrzeszać, nauczać, że był w centrum, że rozmnażał chleb, że konfrontował się z najpotężniejszymi ludźmi swojego narodu. Można powiedzieć, że miał takie możliwości jak nikt inny? Miał takie możliwości jak nikt inny! Nigdy się w tym nie zagubił, bo miał wszystko poukładane.

Religijność czysta i bez skazy zbudowana jest na zrozumieniu miłości Boga, a nie na tym, że będzie nam dobrze. Ja nie twierdzę, że człowiek, który kocha Boga, musi mieć w życiu źle albo, że musi mieć w życiu dobrze. Ja twierdzę, że ten, kto zbuduje relację z Bogiem, ma miłość Boga. Tak, jak mówili kiedyś: „mają mało, ale się kochają”. To w ogóle nie ma znaczenia, ile kto ma, czy komuś jest dobrze, czy źle; ważne, że istnieje miłość. Jesteśmy chrześcijanami. Prawdziwy Wielki Post nie polega na ograniczeniu, na jednym dniu postu, nawet co tydzień, nawet dwóch, ani na niczym innym. Polega na takim właśnie przestawieniu się duchowym. A pozostałe rzeczy są już tylko dodatkiem i konsekwencją tego pierwszego.

Skoro Jezus od tego zaczął swoje życie publiczne, to czy my tym bardziej tak nie powinniśmy zacząć naszego życia? Skoro On musiał to sobie przemyśleć, czy my tym bardziej nie musimy sobie tego przemyśleć? Skoro on zmagał się z takimi pokusami, czyż my jesteśmy ich pozbawieni?

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułJak z chłopca zrobić mężczyznę?
Następny artykułKobiece piękno
mm
Ks. Jacek WIOSNA Stryczek - lider społeczny, duszpasterz akademicki i duszpasterz ludzi biznesu. Znany z nowatorskich (w tym multimedialnych) kazań i poruszających happeningów. Pomysłodawca i Prezes Stowarzyszenia WIOSNA, które realizuje projekty SZLACHETNĄ PACZKĘ i AKADEMIĘ PRZYSZŁOŚCI. W mediach znany z oryginalnych pomysłów ewangelizacyjnych, np. postawienia konfesjonału przed Galerią Krakowską, albo posypywania głów przechodniów popiołem na Rondzie Matecznego w Krakowie. Laureat wielu nagród m.in. Nagrodę Polskiej Rady Biznesu im. Jana Wejcherta, Gentlemana Roku 2014 czy Nagrodą im. Władysława Stasiaka.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ