O właściwej kolei rzeczy czyli jak się modlić by być wysłuchanym?

Często na modlitwie tak się skupiamy na tym co chcemy osiągnąć, że zapominamy o tym kogo na niej spotykamy. Tymczasem jedyne co na niej istotne to ta osoba właśnie.

0
1127

W rozdziale 14 Ewangelii według świętego Jana znajdujemy przejmujące słowa Jezusa, który odpowiadając na prośbę Filipa o to by pokazał uczniom Ojca stwierdza: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś?”

Jeśli się nad nimi chwilę zatrzymać czuć w nich ogromny smutek. Smutek osoby, która właśnie odkryła, że przyjaciel nie tylko jej nie rozumie, ale nawet nie zna.

                Kto tu się tak naprawdę liczy?

To zdanie Jezusa tak mocno przykuło moją uwagę, że postanowiłem podczas medytacji przyjrzeć się jakby to wyglądało, gdyby te słowa skierował do mnie. To co usłyszałem, było dla mnie jak grom z jasnego nieba: „Wojtku, tyle lat się modlisz, a jeszcze mnie nie poznałeś?”

Wrażenie było tak mocne, że od razu pojawiła się lawina myśli: Dlaczego go nie znam? Co w takim razie przez te wszystkie lata naszych interakcji mnie zajmowało? Co zmodyfikować w swojej modlitwie? Wreszcie, co tak naprawdę jest dla mnie na niej ważne?

Nie ma się co oszukiwać, chcesz wiedzieć co jest dla Ciebie naprawdę ważne to przyjrzyj się temu na co poświęcasz swój czas. Możesz mówić o pięknych ideach, ale jeśli czas poświęcasz na oglądanie seriali i programów rozrywkowych, a nie na realizację swoich ideałów to właśnie rozrywka jest dla Ciebie ważna. To samo tyczy się modlitwy. Jeśli przez większą jej część jesteś zaabsorbowany sobą, tym o co chcesz prosić, za co dziękować, za co przepraszać, tym co Cię na niej porusza, tym jak byś się chciał dzięki niej zmienić, co w sobie poprawić czy udoskonalić, to ważny jesteś dla siebie Ty sam, a nie osoba, z którą się w jej trakcie spotykasz.

To doprowadziło mnie do konkluzji, że jeśli faktycznie chcę w końcu poznać Jezusa to muszę wyjść poza to skupienia na „ja”, „mi” i „moje”, poza to skoncentrowanie na samym sobie, że warto bym czasem świadomie pominął to o co chcę prosić, za co dziękować czy przepraszać by móc ten czas poświęcić na głębsze wsłuchiwanie się w słowa, które czytam w Ewangelii.

Słuchanie

Nie oznacza to bynajmniej, że mam całkowicie zrezygnować z siebie na modlitwie i w ogóle o nic nie prosić. Zresztą chwilę później we wspomnianym fragmencie Jezus mówi: „o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię.”

Nie chodzi więc o to by udawać w pełni niezależną jednostkę, która niczego od Boga nie potrzebuje, tylko o to by poznanie Jezusa, wsłuchanie się w Niego poprzedzało moje prośby. Jeśli bowiem kogoś nie znam to skąd mam wiedzieć czy mogę go o daną rzecz prosić – czy w ogóle wypada go o nią prosić.

Myliłby się jednak ten kto by myślał, że wystarczy godzinami klęczeć przed obrazem, medytować, czytać Pismo Święte, czy leżeć krzyżem. Poznania Jezusa nie osiąga się tylko i wyłącznie przez aktywność umysłową. Poznaje się Go przez czyny. Wszak w tym samym rozdziale znajdujemy słowa, gdzie mówi On wprost: „Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”.

Czyny

Tak więc znajomość Jezusa płynie przede wszystkich z czynów. Staje się to oczywiste, gdy przypomni się sobie, że zarówno w poprzedzającym jak i w następującym rozdziale pojawia się przykazanie miłości. W rozdziale 13 Jezus mówi: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”. A w rozdziale 15 kontynuuje tą myśl stwierdzając: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego”.

Trzeba tu bardzo uważać na uproszczenia. Łatwo bowiem powiedzieć, a więc wystarczy, że kochasz i już znasz Jezusa.

Otóż nie wystarczy. Owszem jak mówi święty Paweł „miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa”, tylko że Jezus nie mówi o tym, że mamy się po prostu kochać, ale że mamy to robić tak jak On to czyni i precyzuje to niezwykle dokładnie, tak by nie było cienia wątpliwości: kochać aż do poświęcenia życia za tą drugą osobę. I jest w tym wiarygodny, bo sam niedługo potem to czyni. To nie jest tylko trzymanie się za ręce, wpatrywanie się sobie w oczy i wielogodzinne rozmowy. To są krew, pot i łzy.

A zatem jeśli chce się poznać Jezusa trzeba zasmakować takiego życia jakie On wiódł. Jego znajomość wynika z czynów, z tego, że żyjemy tymi samymi wartościami co On, mamy te same ideały, dążymy do tego samego. Dopiero wtedy jesteśmy Go w stanie zrozumieć.

Prośby

Ta metoda jest jednocześnie sprytnym sposobem na wyjście poza to skoncentrowanie na sobie i na swoich pragnieniach. Jeśli bowiem zaczynam żyć na nowy sposób, jeśli ważnym staje się dla mnie to by kochać innych, to będę się skupiał na nich, a nie na tym czego mi brak, co mi doskwiera, lub czego bym pragnął.

Istotnym będzie dla mnie czynne służenie mojej żonie, dzieciom, przyjaciołom czy znajomym w pracy i z tym będą się wiązały moje prośby. Tak więc czyny będą te prośby poprzedzały i warunkowały. Nie będę zwalał odpowiedzialności za swoje życie i świat na Boga tylko będę ją brał na swoje barki by móc wspierać tych, którzy mi zostali w różny sposób powierzeni.

Zresztą to, że czynny winny poprzedzać prośby i że takie prośby właśnie zostają wysłuchane wynika ze słów Jezusa, który w dalszej części odpowiedzi danej Filipowi mówi: „Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię”.

Ta zależność między czynami i prośbami widoczna jest też w dalszej części mowy Arcykapłańskiej, gdzie w rozdziale 15, zaraz po powtórzeniu przytaczanego tu już wcześniej przykazania miłości, Jezus stwierdza: „Nie wyście mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. Ja wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”.

Przy czym trzeba tu pamiętać o jednej niezwykle ważnej rzeczy, a mianowicie, że ta prośba w imię Jezusa nie jest magiczną formułą, która miałaby zapewniać, że jeśli w nowennie, litanii czy innej koronce powołam się na Niego to moje marzenia spełnią się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Te bowiem często mogą nie mieć nic wspólnego z miłością innych, a nawet stać w zupełnej sprzeczności z tym co dla Niego jest istotnie, a co za tym idzie nie ma żadnego powodu by miał je spełniać.

Tymczasem jeśli faktycznie proszę o coś w Jego imię, to nie polega to na tym, iż powołuję się na Niego, tylko na tym, że ta moja prośba wynika z dogłębnego poznania Go poprzez wsłuchiwanie się w jego słowa i wypełnianie jego przykazania, którym On sam żył aż do końca.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ