Jak wychować samodzielne dziecko?

16-sto miesięczna Iza sama je sztućcami posiłki, pije z „dorosłego” kubeczka, ubiera spodnie, myje ząbki… Imponujące, prawda? Co ciekawe, jest to moje trzecie dziecko i poprzednie nie były tak samodzielne w jej wieku. Wiecie dlaczego? Bo przy trójce małych dzieci zwyczajnie nie mam czasu i możliwości wszystkiego dopilnować. Bo zanim się spostrzegę i zabronię, wyręczę, to Iza sama bierze sprawy w swoje małe, ale jakże sprawne rączki.

0
546

„Chcę sama”, choć to nieidealnie

Oczywiście zgoda na samodzielność dziecka, to też zgoda na nieidealność i bałagan. Ubieranie spodni kończy się tym, że dwie nóżki lądują w jednej nogawce. Po jedzeniu i piciu Iza jest do przebrania, a otoczenie wymaga większego niż zwykle sprzątania. Bo samodzielne picie, to zawartość kubeczka, która zamiast do buzi wylewa się na bluzeczkę. A jedzenie sztućcami, to problemy z trafieniem do buzi, to zawartość miseczki, która nie chce wejść na łyżeczkę, a nawet jeśli wejdzie to i tak ląduje na podłodze.

A skąd wiedziałam, że Iza jest gotowa do samodzielności? Nie wiedziałam. Była przestrzeń i dziecko samo ją zagospodarowało. To, że Iza może sama pić odkryłam, kiedy ta weszła na stołek, sięgnęła po kubeczek i zaczęła pić – a właściwie wszystko wylała na siebie. Jeśli chodzi o jedzenie, to zaczęło się od zabrania łyżeczki i prób manipulowania nią. Początkowo było jedzenie na dwie łyżeczki. Jedną miała Iza, a na drugą ja nakładałam, kierowałam do buzi, po czym córka ją przejmowała. Dzięki temu udawało się coś zjeść. Po tygodniu Iza usamodzielniła się na tyle, że nie muszę jej karmić. Je sama, jak nie udaje się sztućcami, to pomaga sobie rączkami i naprawdę jest najedzona.

Pomóż mi to zrobić samemu

Samodzielność jest ważnym obszarem w życiu całej naszej rodziny. W odniesienie do dzieci bardzo inspirujące było dla mnie spotkanie mam poświęcone pedagogice Montessori. Były to warsztaty, dyskusje, gdzie przychodziło się z dziećmi. Moja pierwsza córka miała wtedy kilka miesięcy. Na spotkaniu, o którym mówię, jedna z mam dzieliła się swoją przygodą z pedagogiką Montessori w praktyce. Było trochę o założeniach. Ale najbardziej zachwyciły mnie zrobione przez Asię, którą prowadziła to spotkanie, zabawki i pomoce szkolne. Niesamowita prostota wykonania, ale i samodzielność dziecka w posługiwaniu się nimi. „Pomóż mi to zrobić samemu” – jest mottem, które wyniosłam z tego spotkania. Zainspirowało ono nas (mnie i męża) do przeorganizowania domu i podejścia do córki. Między innymi pojawiły się szuflady z zabawkami, które mogła otwierać i wybierać sobie coś z rzeczy, które jej tam zostawialiśmy. Z czasem na podobnej zasadzie pojawiła się szuflada z ubraniami. Nasze dzieci bardzo wcześnie miały możliwość samodzielnego wybierania i wyciągania tego, co chcą na siebie włożyć. Oczywiście nie może to być zbyt duży wybór, bo dziecko sobie z nim nie radzi.

Mistrzostwo

Niesamowite jest dla mnie to, z jaka siłą dzieci dążą do samodzielności. Jak wytrwale mimo niepowodzeń próbują raz za razem. Oczywiście są zadania, które je przerastają i powodują frustracje, histerie. Ale te w zasięgu możliwości dziecka, wielokrotnie powtarzane – wchodzą na coraz wyższy poziom doskonałości i automatyzmu. Tak sobie czasem myślę, gdzie zaszlibyśmy my – dorośli, gdybyśmy tak dużo ćwiczyli nowe umiejętności, jak nasze dzieci. Dopiero duża liczba powtórzeń czyni mistrza, a my po paru razach mówimy, że to nie dla nas. Albo języki obce – mówimy niepoprawnie, z błędami, nie możemy się wysłowić, to odpuszczamy. Chodzimy na kolejne lekcje i dalej nie rozmawiamy w realnych sytuacjach. A jak to robią nasze dzieci. Po prostu mówią – próbują się dogadać, tak jak umieją i dzięki temu dochodzą do mistrzostwa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ