Lubię ludzi: Wrażliwość

Zastanawiałem się, jak odpowiedzieć na narastające podziały społeczne w naszym kraju, nad tym, jak chciałbym żyć. Odpowiedzią jest hasło: Lubię ludzi. Lubienie ludzi nie polega jednak na emocjonalnym przeżywaniu, ale na konkretnych działaniach, jakie możemy podjąć, by to okazać. Lubię ludzi to cztery wartości, które proponuję jako etos, dla naszego kraju. Gdyby był on budowany na tych wartościach, byłby cudownym miejscem na ziemi.

0
215

Zacznę od pewnej historii z początków mojego kapłaństwa. Pracowałem wtedy w Nowym Bieżanowie. Przychodziło wówczas bardzo dużo ludzi i duże rzeczy się działy. Pewnego razu miałem dyżur. Ktoś zadzwonił na plebanię. Schodzę, stoi mężczyzna, zachęcam go więc do wejścia. Odpowiada, że ma ważną sprawę. Sprawę życia i śmierci…

Pytam więc, czy planuje samobójstwo. W odpowiedzi słyszę: Być może.

Miałem wówczas mało czasu, ale pomyślałem, że skoro przychodzi człowiek i zaczyna rozmowę od tego, że myśli o samobójstwie, to powinienem go wysłuchać do końca.

Ten mężczyzna pochodził chyba z Włocławka. Miał firmę, którą założył z przyjacielem. W ogóle wszystko było dobrze, miał żonę, firma dobrze się rozwijała.

Pewnego razu wszedł do gabinetu i zobaczył swojego wspólnika z żoną na biurku. Trzasnął drzwiami, wybiegł tak jak stał bez pieniędzy, żeby uciec od tego wszystkiego. Wsiadł do pociągu, pojechał przed siebie i oto jest w Krakowie.

Kiedy nakrył żonę i wspólnika, oni podjęli różne działania, aby pozbawić go majątku. Stwierdził wówczas, że prawdopodobnie nie ma już nic. Doszliśmy do tego, że wyznał, że w sumie to już dawno nie jadł więc zaproponowałem, żebyśmy poszli do kuchni, tam dałem mu coś do zjedzenia.

Mniej więcej po godzinie te jego zeznania zaczęły się plątać, historie były niespójne, już nie było wiadomo, o co chodzi, a ja cały czas mówiłem: „Proszę. Proszę dalej. Niech pan powie, o co chodzi”.

Po tej rozmowie, która w sumie trwała na pewno grubo ponad godzinę, w końcu poprosił mnie o to, żeby dał mu chociaż na toaletę w pociągu. Jeździcie pociągami? Jest w pociągu płatna toaleta?

Od razu wyjaśniam, że wrażliwość to nie jest empatia, to nie jest współodczuwanie. Gdybym był człowiekiem empatycznym, to powinienem wziąć na siebie cały ciężar tej  opowieści. Nie wiem, co bym miał zrobić. Być może ten nacisk na początku miał wygenerować ode mnie jakąś większą sumę pieniędzy.

Oczywiście był typowym naciągaczem. Jeśli więc ktoś kieruj się empatią i takim rodzajem współczucia, no to mniej więcej tak kończy. Daje się naciągać.

CHCIEĆ NIE TEGO, CO CI KTOŚ CHCE DAĆ, A NIE CHCIEĆ TEGO, CO MOŻE

Przez te lata przyszło do mnie wiele osób po pomoc. Bardzo dużo. Większość z nich chciała nie tego, co ja im chciałem dać, nie chciała tego, co mogłem dać. Gdybym reagował na ich prośby tak, jak robiłem na początku, tuż po moim nawróceniu, gdy byłem młodym chłopakiem, to bym popełnił w życiu bardzo dużo głupot.

Inny przykład. Uczyłem na początku mojego kapłaństwa religii. Raz w mojej klasie, drugiej klasie przygotowującej się do komunii św. było dwadzieścioro sześcioro  dzieci, z tego chyba osiemnaścioro miało orzeczenia o zaburzeniach. Na pierwszej lekcji chłopak z ostatniej ławki przy oknie podszedł do chłopaka z pierwszej ławki i opluł go. Te problemy wynikały poniekąd z tego, że taki był pomysł w tej szkole, by najgorszych uczniów zgromadzono w jednej klasie. W pierwszej klasie mało co nie roznieśli szkoły i to, z czym ja się spotkałem na tej pierwszej lekcji było pokłosiem tej pierwszej klasy.

W drugiej klasie pojawiła się tam nauczycielka, która dokonała cudu, którego byłem świadkiem. Z dnia na dzień ta sama klasa zaczęła się układać. Po miesiącu potrafiłem z nimi normalnie prowadzić lekcje. Pomyślcie sobie, gdyby ta nauczycielka reagowała emocjonalnie na to, co się działo w klasie…

Jakbyście to nazwali? To nie empatia. Oczywiście wszyscy odczuwaliśmy problemy tych dzieci, ale samo odczuwanie nie było niczym w stosunku do tego, że przyjmując tę informację, to, co w nich jest, przeprowadziła ich przez zmianę, doprowadziła do sytuacji, która była dla wszystkich lepsza. Dla uczniów i dla nauczycieli.

POWIERZCHOWNOŚĆ

Powiedziałbym, że przeciwieństwem do słowa wrażliwość jest słowo powierzchowność. Ktoś reaguje powierzchownie na bodźce. Przyjmuje tylko to, co jest na zewnątrz. Większość ludzi reaguje na to, co jest na zewnątrz, powierzchownie. Wrażliwość jest pewnego rodzaju głębią i umiejętnością docierania w głąb.

RANA

Jestem przekonany, że jestem osobą bardzo wrażliwą. Niewiele osób w życiu spotkałem bardziej wrażliwych niż ja. Nie wiem, czy wiecie, jaką cenę trzeba płacić za to, że jest się wrażliwym. Wyobraźcie sobie: mam skórę i ktoś dotyka mojej skóry, więc odczuwam coś, a teraz mam ranę, przecięcie i ktoś dotyka tej rany. To jest różnica.

Wrażliwość polega na tym, że ktoś chodzi, jak jedna wielka rana, czyli może odbierać bodźce, które są maluteńkie, ale dla niego są to gwałtowne, duże bodźce.

Był taki moment w moim życiu, kiedy to odczuwanie, przenikanie bodźców, to, co się działo na zewnątrz, było dla mnie tak trudne, że jeden z wariantów, który brałem pod uwagę, polegał na zbudowaniu sobie pancerza, żeby tego nie odbierać, nie odczuwać, żeby do mnie nie docierało to, co się dzieje, chociaż nigdy tak naprawdę nie chciałem tego zrobić. Po prostu nie wiedziałem, co się z tym robi.

Myślę, że nie jestem jedynym człowiekiem wrażliwym, który tak ma. Pomysł, na który ja wtedy wpadłem polegał na tym, żeby zbudować sobie różne strefy. Obecnie funkcjonuję w ten sposób, że mam taką strefę na zewnątrz, w której, nawet kiedy bodźce docierają, to mam do nich bardzo duży dystans. Zgodziłem się na to, że ludzie o mnie źle mówią. To mnie raczej nie dotyka. Zaakceptowałem to, że ludzie nie zachowują się tak, jakbym  tego oczekiwał. Przyjąłem, że ktoś wywala na mnie swoje emocje. To wszystko jest dla mnie w tej sferze zewnętrznej.

W zamian za to staram się zachować coś takiego, że kluczowe sygnały mogą przenikać przez tę sferę i wchodzić w głąb i, jeżeli jestem zainteresowany, coś ważnego do mnie dotarło, jestem gotowy znowu stanąć jak rana, żeby odebrać wszystko.

Czasami mam taką wrażliwość, że, jak stoję na wietrze, to cały świat potrafię przyjąć. Kiedy wracam po dniu pracy do mojego mieszkania, mam w sobie dużo więcej rzeczy niż to, co jest nazwane, co jest na zewnątrz. Ja mam prawie wszystko, co się wydarzyło wokoło. I to jest wrażliwość.

INTUICJA

Rodzi się pytanie, co z tą wrażliwością zrobić, ponieważ nigdy wrażliwość nie polega tylko na tym, że odczuwam. Jeżeli do mnie dociera to, co się dzieje z drugim człowiekiem, to rodzi się pytanie, co z tym zrobić.

Wyobraźcie sobie, że na wasz komputer spływają miliony informacji. Jeżeli nie macie klucza, jak je interpretować, to komputer się zawiesi. Wrażliwość więc polega nie tylko na tym, że otwieram się na informację z zewnątrz, ale umiem te informacje obrobić. Ja tutaj posługuję się słowem intuicja.

Intuicja jest szybsza niż przeprowadzanie wszystkich procesów myślowych od początku. To jest tak, jak obecnie z marketingiem w sieci, który polega na tym, że jeszcze nie pomyślimy, a już nam podpowiada system, co byśmy chcieli kupić, bo cały czas są analizowane dane o nas. Czymś takim jest intuicja, sposobem interpretacji.

MĄDROŚĆ

Na końcu procesu wrażliwości jest mądrość, czyli to, że wiem, co zrobić z tą informacją. Wyobraźmy sobie rodzica, który reaguje na emocje swojego dziecka. Odbiera je. Nie umie ich zinterpretować i tym bardziej nie ma pomysłu, co z nimi zrobić. Znam takich rodziców i takie dzieci. To jest po prostu masakra. Z natury, żeby wychować dziecko tak, jak w tym przykładzie nauczycielki, trzeba nie tylko przyswajać informacje, nie tylko je odbierać, nie tylko analizować, ale też mieć pomysł, co zrobić. Mieć w sobie mądrość.

NAJWIĘKSZĄ POMOCĄ JEST POMOC W ZMIANIE

Niedawno byłem w nocnym programie radiowym. Prowadzący korespondował ze słuchaczami na FB, przyszło pytanie od chłopaka: „Mam 32 lata, jestem sam i jest mi źle. Czy ksiądz może mi jakoś pomóc?”.

Są dwie podstawowe rzeczy. Pierwsza, że, jak ktoś chce być w związku, to powinien zabiegać o swoją atrakcyjność, żeby być jak najfajniejszym, żeby inni go chcieli. Drugą jest otwartość, czyli, kiedy spotykam drugiego człowieka, to jestem gotowy się dla niego zmienić.

Mija 15 minut, przychodzi kolejna wiadomość od niego: „W sumie to jestem fajny, ale zgadł ksiądz. Nie chce mi się”. To jest wrażliwość.

Pisze więzień: „Cztery lata temu wyszedłem z więzienia, ale jak zawsze, tak i dziś jestem tym, który jest przekreślony.”

Nie wiem, czy w ogóle wiecie, że obecnie jest taki wysoko płatny zawód, czyli osoba, która sprząta, bo wielu ludzi już nie ma czasu na sprzątanie, a ma do tego dużo pieniędzy i chodzi o kogoś, kto robi to solidnie, komu można zaufać i wpuścić do swojego mieszkania. Za zaufanie się płaci.

Jeżeli za sprzątanie można płacić i to coraz więcej, to tym bardziej za małe działania remontowe. Ściągam człowieka, który mi poprawi hydraulikę, ścianę, to, tamto, siamto, wpuszczam go, mam do niego zaufanie. Myślę, że to też jest wysoko płatny zawód.

Pytam więc tego mężczyznę: „Co pan zrobił przez te 4 lata? Co pan robił, że pan takiego zawodu nie ma? Nie jest skomplikowany, nie trzeba skończyć szkół. Trzeba po prostu tylko się za siebie wziąć.”. Cisza. To jest wrażliwość. Nie ma uciekania od informacji. Jest przyjęcie informacji i znalezienie na nią właściwej odpowiedzi. Ludzie wrażliwi, to ludzie, którzy pomagają innym się zmienić.

Wspominałem już o tym, że wielu ludzi przychodziło i przychodzi do mnie po pomoc, ale chcą nie tego, co ja im chcę dać, a nie chcą tego, co ja im mogę dać. Dam im na chleb, na pralkę, ale ja im mogę dać rozwój, mogę im dać przyszłość, mogę zainspirować do tego, aby umieli budować przyjaźnie, mogę pokierować w kierunku pracy nad sobą. To co jest cenniejsze? Chleb nawet na cały miesiąc, czy przeprowadzenie kogoś do tego, że był więźniem, a teraz potrafi dużo zarabiać? Co jest ważniejsze?

To jest właśnie wrażliwość, jedna z 4 wartości SZLACHETNEJ PACZKI. Dlatego, kiedy wysyłamy naszych wolontariuszy do rodzin w potrzebie, to uczymy ich, aby przyswajali całym sobą wszystkie informacje z tych rodzin, co czasami to jest trudne i może powodować, że nie śpią po tym, ale żeby nie odpowiadali emocjonalnie tylko mądrze. Dlatego czasami akceptują rodziny, włączają do projektu, a czasami nie. Dlatego zaczynają kombinować, kiedy pomoc będzie najbardziej cenna. Ja wymyśliłem PACZKĘ SENIORÓW, czyli próbę ogarnięcia samotności nie przez podniesienie emerytury, ale przez to, żeby ta osoba nie musiała być samotna. To sami ludzie oddolnie zaczęli myśleć, jak łączyć starszych ludzi ze starszymi ludźmi. Od dłuższego czasu PACZKA rozwija się oddolnie. Wrażliwi ludzie podpowiadają, co się robi, żeby było lepiej. My tylko przyjmujemy te informacje.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułLubię ludzi: Uczciwa praca
Następny artykułLubię ludzi: Życzliwość
mm
Ks. Jacek WIOSNA Stryczek - lider społeczny, duszpasterz akademicki i duszpasterz ludzi biznesu. Znany z nowatorskich (w tym multimedialnych) kazań i poruszających happeningów. Pomysłodawca i Prezes Stowarzyszenia WIOSNA, które realizuje projekty SZLACHETNĄ PACZKĘ i AKADEMIĘ PRZYSZŁOŚCI. W mediach znany z oryginalnych pomysłów ewangelizacyjnych, np. postawienia konfesjonału przed Galerią Krakowską, albo posypywania głów przechodniów popiołem na Rondzie Matecznego w Krakowie. Laureat wielu nagród m.in. Nagrodę Polskiej Rady Biznesu im. Jana Wejcherta, Gentlemana Roku 2014 czy Nagrodą im. Władysława Stasiaka.