Lubię ludzi: Życzliwość

Zwykle porządkujemy świat według naszych korzyści. Dbamy o tych, którzy są dla nas ważni i po których oczekujemy, że się zrewanżują. Większą trudnością jest zauważenie tych, którzy są niżej, od których nic nie możemy dostać. To właśnie za tę postawę Jezus nas oceni - czy robiliśmy tylko to, co było dla nas korzystne, czy potrafiliśmy przekroczyć własny świat na rzecz ludzi, z którymi chcemy budować relacje, choć oni nie mogą nam nic zaoferować.

0
307

Chciałem wam opowiedzieć o jednej z czterech wartości wpisanej w LUBIĘ LUDZI, o życzliwości.

82-letnia pani Zofia żyje za 100 zł miesięcznie. Wodę czerpie ze studni, a mieszkanie ogrzewa chrustem zbieranym w lesie. Nie płaci na media, więc nie ma dużo wydatków. Marzenie? Przydałoby się lepsze drewno, bo, jak jest bardzo zimno, trudno chrustem ogrzać pokój. Wówczas nawet zamarza woda. To Raport o biedzie.

Można by zadać pytanie, dlaczego w naszym Raporcie o biedzie mamy takie historie, jak pani Zofii, a GUS nie ma? Dlaczego ludzie nam je opowiadają?

Życzliwość

Po czym poznać człowieka, który nie ma w sobie życzliwości? Jednym z takich parametrów, na który często zwracam uwagę, są samochody zaparkowane przed Mszą. Ludzie są zaaferowani tym, że za chwilę mają być na Mszy, że tu jest Bóg i nie chcą się spóźnić, zostawiają więc samochody tam, gdzie jest miejsce. Nie zastanawiają się, jaki wpływ na innych ludzi będzie miało to, gdzie zostawili samochód.

Człowiek nieżyczliwy to właśnie taki zaaferowany swoimi myślami. Nie dostrzega innych.

Pewien Turek, komentując mentalność Turków powiedział, że właśnie zostawiają samochody byle gdzie z przeświadczeniem: „Jestem, jaki jestem, i to jest twój problem.”

Być

Życzliwość ma dwie odsłony. Pierwsza polega na tym, że największą wartością, jaką mamy w sobie dla drugiego człowieka jest to, kim dla niego jesteśmy, a nie co dla niego robimy. Długo zastanawiałem się nad tym, z czego biorą się udane związki i dopiero niedawno sobie to jasno zdefiniowałem. Udany związek nie polega na tym, że ludzie się spotkali i jest dobrze. Polega na tym, że przez wcześniejsze lata życia mocno nad sobą pracowali. Są już więc przepracowani, mają w sobie dużo fajności, są kimś i to, kim są, mogą sobie nawzajem zaofiarować. Życzliwość więc wyprowadza się, tak naprawdę, z tego, kim ktoś jest.

Są ludzie, o których się mówi, że mają urok osobisty. Jesteś w otoczeniu takiego człowieka i od razu czujesz, że jest ci lepiej, choć on nic nie robi. Urok osobisty to coś, co od niego wychodzi. Po pierwsze ma w sobie wartość, jest kimś wyjątkowym, a po drugie jego świat nie kończy się na jego myślach. Pojawia się przestrzeń dla innych ludzi.

Jak spotykasz człowieka, który jest zajęty sobą, jest egoistą, natychmiast w wielu miejscach iskrzy. Od razu też widać, że ten człowiek nie ma tego czegoś.

Dostrzec

Druga rzeczą, którą możemy zrobić dla kogoś w ramach życzliwości, to dostrzec, zobaczyć, docenić, odpowiedzieć. Uwielbiam tę wrażliwość zbudowaną z drobiazgów, tak jak historie w naszym Raporcie o biedzie.

„Marzę o tym, żeby przez dwa dni nie myśleć o swoich długach” – powiedziała pewna matka. Powiedziała! Była przestrzeń, żeby to powiedziała. Ktoś chciał tego wysłuchać. Była atmosfera, w której takie rzeczy się mówi. Było to coś.

Dla mnie kwintesencją życzliwości jest chwalenie, czyli dostrzeganie w drugim człowieku tego, co ma fajne.

Zacytuję klasyka. Kiedy Maks przyszedł do naszego środowiska, bardzo go denerwowało to, że się chwalę. Potem mu to zobojętniało. A za chwilę sam zaczął się chwalić.

Inna historia: Kuba – jeden z naszych dyrektorów dostał kiedyś nominację do nagrody dyrektora marketingu roku. Kuba przygotowywał się do przyjęcia nagrody. Pierwszej tego typu, przynajmniej tego poziomu, w jego życiu. Powiedział: „Wiesz, powiem, że to zespół wygrał,”. Ja mówię: „Nie. Mów, Kuba, prawdę. To ty wygrałeś.”. kiedy odbierał statuetkę, powiedział: „Lewandowski grał, żeby wygrać. Ja też wygrałem.” Byłem wówczas na widowni i krzyczałem: „Kuba! Kuba!”. Byłem jedynym prezesem, który przyjechał, żeby cieszyć się sukcesem dyrektora.

Uważam, że chwalenie, dostrzeganie w ludziach tego, co mają fajne, co się w nich zmieniło, tego, jak stają się lepsi, prowokuje kluczowy efekt oddziaływania człowieka życzliwego. Dzięki życzliwości człowiekowi nie jest lepiej, on staje się lepszy. Czuje w tej atmosferze, w tym, co go otacza, że w sumie to mógłby więcej. Nie boi się, być może pierwszy raz, spróbować  być lepszym. Przestał się bać tego, że się zmieni. Zaczął marzyć o tym, że jego życie może wyglądać lepiej. Taką władzę mają ludzie życzliwi.

Wyobrażam sobie, że tak, jak promień słońca przebija się przez śniegi i wówczas podnoszą się przebiśniegi, tak człowiek życzliwy idzie przez życie, a wokół niego ludzie stają się piękniejsi. To właśnie  jest taki promień światła. Światła i ciepła, czegoś takiego, co rozpala człowiek i sprawia, że chce być inny.

Bardzo wierzę w życzliwość, choć wydaje mi się, że większość ludzi woli albo lenistwo, albo robotę. Albo im się nie chce, albo pracują. A należy zadbać o to, kim jesteśmy, jak funkcjonujemy, co z nas wychodzi, tak jak perfumy.

Życzliwość polega na tym, że jestem tu i tu równocześnie. Jestem w tym wszystkim, co zrobiłem ze sobą, jak nad sobą pracowałem, ale potrafię mój umysł tak zmienić, że on się wczuwa w drugiego człowieka. Zaczyna go rozumieć, zaczyna w nim dostrzegać szczegóły, rozpoznawać, zgadywać jego myśli.

Niedawno mieliśmy w pracy problem, który wyszedł na spotkaniu. Udało mi się odkryć, na czym on polegał, nazwać go, rozwiązać, przyjść i powiedzieć: „Nie ma już tego problemu. Rozwiązane.”

To jest bycie równocześnie tu i tu. Człowiek życzliwy jest w dwóch miejscach naraz. Człowiek nieżyczliwy jest w swoim myśleniu, jest zamknięty w sobie, myśli o sobie. Wydaje mu się, że myśli o kimś innym, jak taka „Życzliwa” ciocia: „Zjedz.”, „Nie lubię.”, „Ale zjedz, bo to jest dobre.”, „Nie lubię.”, „Zjedz!”. To nie jest życzliwość. To jest wmuszanie. Nie ma tu przestrzeni. Nie ma przekroczenia swojego świata. Nie ma otwartości na odmienność.

Kiedy wolontariusze SZLACHETNEJ PACZKI odwiedzają rodziny, wracając do domu, myślami są wciąż  u tych rodzin. W pierwszą noc po odwiedzinach prawie wszyscy nie śpią. Są nagle w dwóch światach. Tak potrafi zrobić człowiek życzliwy.

Dla mnie w tej paczkowej zmianie najcudowniejsze jest to, że mogę mówić nie o tym, co ja robię, ale o tym, co robi wielu ludzi. To jest niesamowite, że zaczęli to robić, że nie ma już biegania do atrakcyjnych biednych, o których wszyscy myślą, teraz to są chore dzieci, że jest szukanie tych najdostatniejszych, najdostatniejszych, najdostatniejszych. W Warszawie spotkałem korpoludzi. Chciało im się pojechać kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy do małej miejscowości. Droga się skończyła. Wysiedli z samochodu. Poszli jeszcze głębiej do lasu, gdzie mieszka matka z dziećmi. Mieszkają i żyję z tego, że mieszkają w lesie. Otworzyli lodówkę. Pusta. No to w bieżącym trybie pojechali do najbliższego sklepu. Raczej tam jest dużo ubogich ludzi, więc ekspedientka była w ogóle w szoku, że ktoś takie zakupy robi. Ale trafili tam. Nie zostali w swoim świecie. Poszli do innego świata. Tak potrafi zrobić człowiek życzliwy.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułLubię ludzi: Wrażliwość
Następny artykułDość religijności dziecka
mm
Ks. Jacek WIOSNA Stryczek - lider społeczny, duszpasterz akademicki i duszpasterz ludzi biznesu. Znany z nowatorskich (w tym multimedialnych) kazań i poruszających happeningów. Pomysłodawca i Prezes Stowarzyszenia WIOSNA, które realizuje projekty SZLACHETNĄ PACZKĘ i AKADEMIĘ PRZYSZŁOŚCI. W mediach znany z oryginalnych pomysłów ewangelizacyjnych, np. postawienia konfesjonału przed Galerią Krakowską, albo posypywania głów przechodniów popiołem na Rondzie Matecznego w Krakowie. Laureat wielu nagród m.in. Nagrodę Polskiej Rady Biznesu im. Jana Wejcherta, Gentlemana Roku 2014 czy Nagrodą im. Władysława Stasiaka.