Myślę negatywnie – myślę pozytywnie!

„Paskudnie się dziś czuję!”, „Nie mam czasu dla siebie!”, „Jolka się dziś beznadziejne ubrała!”, „Dzieciaki sąsiadki ciągle hałasują pod oknem, głowa mi pęka!”, „Tam na drugim piętrze to chyba jakaś patologia, ciągle słyszę kłótnie!”, „Jestem beznadziejna! Znów zjadłam ciastko po 18:00.” „Szef mnie nigdy nie doceni.” To zaledwie wierzchołek góry lodowej tego, co na każdym kroku słyszę z ust ludzi. Skąd w nas tyle negatywnych treści? Czy w ogóle zastanawiamy się nad tym, co i po co mówimy?

0
1131

Kiedyś wydawało mi się, że aby narzekać, trzeba mieć powód, zostać sprowokowanym przez obiektywnie niesprawiedliwą sytuację. Teraz wydaje mi się, że miejsce i okoliczności nie mają absolutnie żadnego znaczenia. Spotykam się z narzekaniem zarówno w kolejce do lekarza, jak i za suto zastawionym stołem w czasie imienin cioci – zdawałoby się radosnej okoliczności. Obgadywanie jest na porządku dziennym w środowiskach pracy, ale też w czasie spontanicznych sąsiedzkich spotkań przy windzie. Co więcej: za tymi negatywnymi treściami rzadko kryje się jakikolwiek cel. Narzekanie do sąsiada na to, że robotnicy na drugim końcu ulicy pracują zbyt głośno, nie jest w stanie zmienić sytuacji, która powoduje niewątpliwy dyskomfort. Rzadko kiedy jest w stanie zsolidaryzować udręczonych mieszkańców, żeby powalczyli w tej sprawie. Słowa wypowiedziane mimochodem przy windzie co najwyżej nastawią rozmówców odpowiednio źle na cały dzień i przeminą. Podobnie z odgadywaniem: nie wierzę, że może chodzić w tym o dobro tej obgadanej osoby. Raczej jest to chwytliwy temat, poczucie solidarności przeciwko komuś, zapychacz pustki, kiedy nie mamy nic ciekawszego do powiedzenia.

Wydaje nam się często, że wspólne ponarzekanie, czy przedyskutowanie czyichś wad za jego plecami, pozwala nam się poczuć lepiej, złapać z kimś kontakt, rozpocząć rozmowę, znaleźć coś, co mnie łączy z rozmówcą. Ale czy rzeczywiście efekty są tak korzystne? To, co i jak mówimy, wpływa przecież na to, jak jesteśmy odbierani przez innych, jak się czują w naszym towarzystwie, czy chcą z nami spędzać czas, czy budzimy ich zaufanie. Wpływa też na to, czy po krótkiej pogawędce z nami, ich dzień będzie lepszy, czy raczej przepełniony gorzkim smakiem naszych słów.

Aby zobaczyć, jak tworzy się to błędne koło negatywnych treści, przyjrzyjmy się najpopularniejszym z nich.

NARZEKANIE

Na temat schematu narzekania przeprowadzono wiele badań naukowych. Narzekanie jest pewną formą reagowania na rzeczywistość, obroną przed przykrymi rzeczami poprzez mówienie o nich. Dr Travis Bradberry, autor bestsellerowej książki „Inteligencja emocjonalna 2.0” wykazał, że choć narzekanie pozwala nam chwilowo poczuć się lepiej, długofalowo wpływa negatywnie na nasz mózg, na nasze zdrowie i wydajność. Moje obserwacje idą dalej: uważam, że narzekanie wpływa negatywnie na wszystko. Narzekanie może stać się bowiem automatyczną reakcją na różne okoliczności. Kiedy bowiem wypowiadamy negatywne słowa, z każdym kolejnym razem wzmacnia się ścieżka połączeń neuronalnych, która w przyszłości w podobnej sytuacji naturalnie wywoła podobne skojarzenie i reakcję. Z czasem więc narzekając, nasz mózg uczy się dostrzegać tylko te elementy rzeczywistości, które sprawiają nam jakiś dyskomfort. A to z kolei może powodować odczuwanie dużych dolegliwości przy nieproporcjonalnie małych bodźcach. Poza tym sprawia, że nasze życie może stać się prawdziwą udręką, skoro stajemy się niewrażliwi na sytuacje dobre, przyjemne i choć one też się zdarzają, nie dostrzegamy ich. Osoba, która narzeka, zatruwa atmosferę, zupełnie niczym smog nasze powietrze. A jeżeli i my będziemy „oddychać” tymi negatywnymi treściami, w pewnym momencie i nam będzie się trudno powstrzymać od wylewania z siebie naszych przykrych wrażeń. Wyobraźcie sobie, że siedzicie w jednym pomieszczeniu z trzema osobami, które narzekają na to, co wydarzyło im się poprzedniego dnia. Czy łatwo będzie wam się przebić z tym, że Was spotkało coś dobrego? Narzekanie wprowadza też marazm i paraliżuje działanie, pozbawiając niejako wpływu na daną sytuację – no bo skoro jestem skoncentrowana na mówieniu o tym, jak jest źle, to już trudno będzie wykrzesać energię, żeby próbować coś zmienić.

UŻALANIE SIĘ

Pamiętam jak na 5 roku studiów, jako niedobrowolna singielka od dłuższego już czasu, wpadłam w błędne koło użalania się. W mojej głowie narastały wizje, że już nikogo ciekawego nie spotkam, nikt się mną nie zainteresuje, nie zbuduję szczęśliwego związku, nie założę rodziny, nie zrealizuję moich pragnień. Im więcej o tym myślałam, tym bardziej te przekonania stawały się jedynym możliwym scenariuszem. Traciłam energię na użalanie się nad swoją przyszłością. Widząc siebie w ten sposób oczywiście nie mogłam być szczęśliwa. Mieszkałam wtedy z dwoma kolegami, którzy byli w związkach. Pokazali mi oni, jak moje myślenie wpływa na to, o czym mówię, jak się zachowuję, a nawet jak wyglądam. Moje przekonanie na mój temat było wymalowane na mojej twarzy. No bo skoro i tak nikt się mną nie zainteresuje, to po co inwestować w siebie i w swój wygląd? Odkryłam, że jeżeli szybko czegoś nie zmienię, to ta przepowiednia ma szansę się spełnić!

Na naszej twarzy odbija się to, co myślimy na swój temat. Widać to w naszej postawie i w tym, jak traktujemy samych siebie. Użalanie się nad sobą jest wynikiem naszych przekonań na nasz temat, które będą nam podpowiadały, jak mamy się zachowywać, żeby być spójnym z tym, co myślimy na swój temat. Jeżeli bowiem jestem przekonana, że jestem obżartuchem, nawet jeżeli nie chce mi się jeść, sięgnę po kolejny smakołyk, żeby nie mieć uczucia dyskomfortu, że czegoś na swój temat nie wiem.

MÓWIENIE ŹLE O INNYCH

Czy wiecie, że jedną z najbardziej cenionych społecznie cech jest lojalność względem nieobecnych? A ja tymczasem na każdym kroku spotykam się z obgadywaniem: żony obgadują swoich mężów, współpracownicy obgadują swojego szefa, nawet przyjaciele omawiają za swoimi plecami swoje potknięcia. Wyobraźcie sobie tymczasem, że mówię do was coś o kimś pod jego nieobecność. Czyż nie spodziewacie się, że Was potraktuję dokładnie tak samo? Przecież widzieliście mnie już w tej sytuacji, wiecie jaka jest moja natura. Skąd ta pewność, że Was potraktuję inaczej, że nie wyniosę nic intymnego poza naszą relację, że nie będę się chciała spoufalić z kimś innym rozpowiadając ciekawostki z waszego życia?

Przedziwne jest złudzenie, że kupimy czyjąś sympatię „zdradzając” tajemnicę kogoś innego. Że ktoś będzie w stanie zaufać osobie, która innych traktuje źle, mówiąc o nich źle.

JAK SOBIE Z TYM PORADZIĆ?

Negatywny sposób odbierania rzeczywistości, skupianie się na tym, co nieprzyjemne, czy to w sytuacjach, czy w sobie, czy też wyłapywanie u innych raczej wad niż zalet to jeden z programów naszego mózgu, na jakie pracujemy przez całe swoje życie. Możemy poczynić modyfikacje lub uruchomić zupełnie inny program.

Kiedy do mnie dotarło, jak wiele w moim własnym języku jest negatywnych treści, zaczęłam stosować wymyślone w środowisku Perły Kobiecości narzędzie „mówię dobrze albo wcale”. Patrząc od końca, narzędzie to ma dwa poziomy zaawansowania: możemy ingerować w to, co mówimy albo na poziomie słowa, albo na poziomie przekonań.

  1. Jakimś krokiem naprzód będzie już bowiem świadomość tego, jak często zdarza nam się mówić źle. Uwrażliwienie siebie na takie toksyczne treści, połączone z przekonaniem, że nie chcemy tacy być i zatruwać atmosfery wokół siebie, sprawia, że częściej ugryziemy się w język, gdy przyjdzie nam ochota powiedzieć coś niemiłego, czy to o sobie, czy o innych. To podstawowa zasada: „jeżeli mam ochotę powiedzieć coś złego, zachowuję to dla siebie, nie mówię, milczę”. Mogę napić się łyka wody, wziąć głęboki oddech i spróbować zmienić tok myślenia i temat.
  2. Drugi krok, to umiejętność dostrzegania dobrych rzeczy. Praca nad tym, jak patrzę na ludzi i rzeczywistość, przynosi bardziej trwałe efekty. Tak samo bowiem, jak narzekanie, potrafi przeprogramować nasz mózg. Im częściej będziemy dostrzegali coś dobrego, tym łatwiej będzie nam to przychodziło w przyszłości. Zmieni się optyka, barwy, w jakich widzimy świat i sytuacje.

– Jeżeli masz problem z użalaniem się nad sobą – spróbuj przez miesiąc codziennie wypisać 10 komplementów na swój temat. Wypisz swoje mocne strony, zrób mapę swoich sukcesów.

– Jeżeli odkryłeś, że lubisz mówić źle o innych – zacznij każdy dzień od przywołania na myśl osoby, z którą najprawdopodobniej przyjdzie Ci się tego dnia spotkać. I wymyśl 5 rzeczy, za które tą osobę lubisz i które w niej cenisz. Możesz też poszukać dobrych cech u tych, których najczęściej zdarza Ci się obgadywać. Cel jest taki, żeby nauczyć się widzieć w innych raczej dobre rzeczy.

– Jeżeli twoją wadą jest narzekanie – spróbuj dostrzec dobrą stronę nawet nieprzyjemnej sytuacji. Albo zamiast narzekać, zastanów się, czym masz jakiś wpływ na to, co sprawia dyskomfort. Może mógłbyś udać się do lekarza, zamiast marudzić, że masz katar od miesiąca. Albo porozmawiać z sąsiadką, zamiast utyskiwać, że jej dzieci zachowują się zbyt głośno.

  1. Jest jeszcze poziom najwyższy: mówienie dobrze. Nie tylko umiejętność dostrzegania dobrych rzeczy, które już zmieni twoją rzeczywistość, ale podzielenie się tym ze światem. Pochwal się publicznie swoim sukcesem; pójdź do kogoś z komplementem; tam, gdzie inni widzą tylko problem, nazwij korzyści.

Nie jest to proste, ale też nie aż nazbyt trudne, a potrafi przynieść niesamowite owoce.

Rozmawiałam ostatnio w przedszkolnym korytarzu z jedną mamą, której dość dawno nie wiedziałam. Okazało się, że jej córeczka po 3 tygodniach infekcji wylądowała na ponad tydzień w szpitalu, z którego wróciła z inną infekcją. W mojej głowie od razu zaczęłam snuć wizję: marudne, umęczone dziecko, sparaliżowane życie rodzinne, plany osobiste w gruzach, słowem: zarządzanie kryzysowe… i to aż przez 5 tygodni. Choć mama miała wiele powodów do narzekań, usłyszałam tylko: „Wiadomo, nie chciałabym wrócić do tego szpitala. Ale słuchaj Ula, jest kilka plusów tej sytuacji. Maja w końcu nauczyła się spać we własnym łóżku. Tak trudno było nam się do tego zabrać, a w szpitalu wydarzyło się samo, bo inne dzieci też tak spały, po prostu nie było innej możliwości. No i wreszcie mogłyśmy spędzić razem dużo twórczego czasu, bardzo mi tego brakowało.”

Można?

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKobiece piękno
Następny artykułSzukasz sposobu na pokusy w Wielkim Poście? Podpisz kontrakt z samym sobą!
mm
Prywatnie jestem żoną i mamą dwójki dzieci. Z tych dwóch ról życiowych czerpię mnóstwo siły do działania, dlatego wymieniam je w pierwszej kolejności. Na co dzień pracuję z kobietami. Zawodowo jako lekarz w trakcie specjalizacji z ginekologii i położnictwa oraz pozazawodowo w Perle Kobiecości. Prowadzę Kursy Przedmałżeńskie. Fascynuje mnie natura kobiety, zarówno w aspekcie rozwoju osobistego w zgodzie z naturą, przy wykorzystaniu wszystkich jej atutów, jak i w kontekście budowania relacji, które są dla kobiety niezwykle ważną przestrzenią. Jestem głęboko przekonana, że kobieca natura jest kopalnią, z której możemy wyciągać skarby wzbogacające nasze związki, rodzicielstwo, miejsca pracy i biznesu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ