Mozaika

0
824

Pierwszy element mozaiki

Podczas kursu przedmałżeńskiego zadałem pytanie jednej  z uczestniczek: Ile powinien zarabiać twój mąż?. – Tyle, co zarabia mi wystarczy! – odpowiedziała. – Chcielibyście być bogaci? – pytam dalej.  – Nie, nie. To nie jest w życiu najważniejsze. – mówi ona.

Zastanowiło mnie, że te kilkanaście osób nie miało takiego przekonania, że mogliby powiedzieć, że chcą zarabiać dużo. Narzeczeni to pewien przekrój, różni ludzie, ale w podobnym wieku i podobnej sytuacji życiowej, ale ciągle odzwierciedlają pewien rodzaj katolicyzmu, w którym pieniądze, zarabianie, posiadanie jest podejrzane. Chciałbym przypomnieć, że nasz Bóg nie za bardzo się interesuje tym, czy mamy mało, czy dużo, bo dla naszego Boga ważne jest to, czy jesteśmy fajni, czy chce się z nami kolegować, bo skoro dał przykazanie miłości wzajemnej, to sam go przestrzega, czyli buduje z nami relację. Jakość relacji nie zależy od tego, czy ktoś ma mało, czy dużo. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy sobie radzili w życiu. Nie należ religii traktować jako usprawiedliwienia dla swojej nieudolności.

Mam taką prostą zasadę – po raz kolejny staram się ją wdrożyć – którą wymyśliłem sobie, jak miałem 22 lata, że życie to jest taka ścieżka przez bagna. Podejmiesz taką decyzję, chciałeś dobrze, nie wychodzi ci – bagno. Podjąłeś taką decyzję, starałeś się, nie wyszło ci – bagno. Podjąłeś dobrą decyzję, masz dobre owoce – ścieżka przez bagno. Jeżeli komuś coś nie wychodzi, nie warto mieć pretensji do całego świata. Sami się w to bagno pakujemy.

Nie ma usprawiedliwienia dla tego, że staramy się, a nam nie wychodzi. Trzeba tak długo próbować, aż na tej ścieżce życia znajdziemy twardy grunt pod nogami, żeby przejść. Zła decyzja – bagno.

Jako 22-latek podejmowałem raczej same złe decyzje, więc było to bardzo krytyczne. Sądzę jednak, że dzięki temu z tego bagna wyszedłem, ale ta zasada obowiązuje mnie do dzisiaj.

Drugi element mozaiki

Miałem niedawno wykład dla młodych ludzi o tym, że dla chrześcijanina jest ideałem bycie fajnym. Tak, jak mówi św. Paweł, że dla Żyda, dla Greka, dla Kościoła zawsze się stara, nie szuka swoich korzyści, ale innych. Ideałem chrześcijanina jest to, że jest takim człowiekiem, że inni chcą z nim spędzać czas.  Fajny człowiek – świetnie się z nim spędza czas.

Wzbudziło to jednak sporo niepokoju, bo czy to oznacza, że jestem dobrym człowiekiem, a nie, że głoszę Chrystusa? Ja mówię: nie można być takim fajnym, jeśli nie jest się uczniem Chrystusa. A jednak wielu jest nauczonych tego, że jeżeli coś nie jest emblematowane, jeśli nie nazywa się katolickie, chrześcijańskie, jeśli nie mówi się na głos Jezus, to jest nieważne. Nie rozumiem tego.

Pierwsi chrześcijanie mieli tylko siebie, a jednak chrześcijaństwo się rozwijało. Wielokrotnie to powtarzam. Najpierw sam przebijałem się przez te wszystkie kalki mentalne, a teraz zachęcam innych i mam rzeczywiście nadzieję na taki Kościół, w którym będą fajni ludzie.

Trzeci element mozaiki

Abraham chciał zabić swojego syna. Czytałem wiele komentarzy, ale nigdy mi nie pasowało, nie mogłem w ogóle tego pojąć, jako Bóg mógł mieć taki pomysł, że kazał Abrahamowi zabić syna. Aż wreszcie trafiłem na bardzo fajny komentarz człowieka, który czytał ten tekst z oryginału i który wskazał tam na kilka kluczowych rzeczy. Po pierwsze w tym tekście jest duże nagromadzenie zaimków dzierżawczych: „Weź twojego syna jedynego”, „twój syn”, „syn” i Abraham, który wziął tego syna, wziął zamysł, żeby go zabić.

W tekście jest takie słowo, że podniósł nóż, ale w ówczesnym, starożytnym języku na słowo nóż używano takiego określenia „pożeracz”, że podniósł „pożeracz”. Że chodziło o to, że Abraham był tak przywiązany do Izaaka, tak bardzo to był jego syn, ten, na którego czekał, ten, który był obietnicą, ten, dla którego wyszedł do Ziemi Obiecanej, ten, dla którego tak wiele zmienił, tak bardzo był jego, że jak Bóg mu powiedział: „Złóż go w ofierze”, to on zrozumiał, że go ma zabić, pożreć. Zabić. I nie widział możliwości, żeby jego syn żył poza tym, że on jest jego właścicielem, chociaż Bóg mu tak nie powiedział, powiedział tylko: „Złóż w ofierze”.

Z tej perspektywy ta historia mówi o zadziwiającym trendzie naszego umysłu, który ja też w sobie wielokrotnie odczuwałem, jak rozmawiał ze mną Bóg o czymś dla mnie bardzo ważnym, to najczęściej miałem wrażenie, że każe mi to zabić, że to jest dla mnie już niedostępne i nie wolno, i po prostu trzeba to zabić.

Sam mogę powiedzieć, że jako ten dwudziestoparolatek w czasie nawracania się zabiłem bardzo wiele obszarów mojego życia, bo wydawało mi się, że Bóg tego ode mnie żąda. To jest taka skaza naszego umysłu, pokusa, którą mamy w sobie, że Bóg jest zazdrosny o to, że nam jest dobrze. „Nie ciesz się, że teraz jest ci dobrze, bo na pewno będzie ci potem źle” – i nasz mózg to produkuje.

Wielu ludzi wchodząc na drogę z Bogiem odczuwa, że coś ważnego musi ulec zatraceniu, że Bóg to na pewno zabierze, że Bóg to na pewno karze zabić.

To nie Bóg nakazuje, tylko nasz umysł, który z jakiegoś powodu coś takiego produkuje. Czemu Bóg miałby kazać Abrahamowi, żeby zabij jego syna? Bóg mówił do Abrahama: „Złóż go w ofierze”, ponieważ: „Twój syn ma swoje życie i nie możesz go zawłaszczyć.”.

Jak skończyła się ta ofiara, w której Bóg uratował Abrahama przed samym sobą? Jest powiedziane, że Izaak się spakował i pojechał w swoją stronę. Abraham przestał być właścicielem, mentalnym właścicielem swojego syna. Izaak zyskał wolność.

Nie ma więc powodu, dla którego mielibyśmy Boga podejrzewać, że tylko czyha na to, żeby nam zrobić krzywdę. Choć wydaje mi się, że w naszych katolickich kodach wielu ludzi ma taką podejrzliwość w stosunku do Boga, że nie może być za dobrze, nie mogę być za fajny,  nie mogę za dużo zarabiać, nie może mi się za bardzo powodzić, nie może tak być. Na pewno Bóg ma z tym problem. Czemu miałby mieć z tym problem? Myślicie, że Bóg jest taki małostkowy i zajmuje się takimi rzeczami? Nasz Bóg ma wszystko, a potrzebuje tylko relacji.

Czwarty element mozaiki

Ofiara Izaaka i Jezus na górze Tabor, który rozmawia z Ojcem i dowiaduje się, że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. Czy te historie są do siebie podobne? Bóg wysyła swojego Syna, żeby go zabili tak, jak żądał od Abrahama ofiary? Nie za bardzo. W tych historiach chodzi o zupełnie coś innego.

W historii Abrahama chodzi o to, że tak bardzo posiadał drugiego człowieka, że był gotowy zabić, byle mu nie dać wolności. W historii Jezusa chodzi o to, że nie to życie tu na ziemi, ale śmierć i zmartwychwstanie, czyli nowe życie daje największą relację Ojca i Syna, że to jest droga do pogłębienia relacji, dlatego, chociaż po drodze jest śmierć i cierpienie, czego nikt nie chce, to owocem tego jest lepsza relacja. Dlatego my, chrześcijanie nie boimy się śmierci, nie udajemy, że śmierci nie ma. Nawet na ślubnym kobiercu mówimy: „Ślubuję ci miłość aż do śmierci.”. Nie traktujemy śmierci, jak zakończenia naszego życia, tylko jako drogę do tego, żeby budować lepszą relację. Powtarzam to tutaj czasami, a może już często, że jedyne, co z nas zostanie po śmierci to to, kim jesteśmy budując relacje. To jest wieczne. „Jako w niebie taki i na ziemi.”

Taki jawi się Bóg w tych czterech opowieściach. Raczej, jako osoba, która szuka relacji niż ktoś, kto się czepia, zazdrości nam, albo za nas wykonuje zadania życiowe. Należy podejmować dobre decyzje, żeby dobrze zarządzać swoim życiem. To jest jakaś podstawa, ale najważniejsze jest to, że jesteśmy na tyle fajni, że różni ludzie chcą z nami budować relacje i Bóg na wieczność.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułZmysł i zamysł
Następny artykułGość w dom, Bóg w dom
mm
Ks. Jacek WIOSNA Stryczek - lider społeczny, duszpasterz akademicki i duszpasterz ludzi biznesu. Znany z nowatorskich (w tym multimedialnych) kazań i poruszających happeningów. Pomysłodawca i Prezes Stowarzyszenia WIOSNA, które realizuje projekty SZLACHETNĄ PACZKĘ i AKADEMIĘ PRZYSZŁOŚCI. W mediach znany z oryginalnych pomysłów ewangelizacyjnych, np. postawienia konfesjonału przed Galerią Krakowską, albo posypywania głów przechodniów popiołem na Rondzie Matecznego w Krakowie. Laureat wielu nagród m.in. Nagrodę Polskiej Rady Biznesu im. Jana Wejcherta, Gentlemana Roku 2014 czy Nagrodą im. Władysława Stasiaka.