O kasie, która wyparowała

Kiedy startowaliśmy z PACZKĄ w 2001 roku było ciężko. Ludzie nie chcieli pomagać, nie chcieli się angażować, nie chcieli być wolontariuszami. Kiedy występowaliśmy w imieniu biednych, byliśmy tak samo pogardzani jak biedni. Tym bardziej więc ważne dla nas było obserwowanie statystyk wzrostu zaangażowania w pomaganie w naszym kraju. Za każdym razem w każdym roku czekaliśmy na raport, żeby dowiedzieć się, czy jest lepiej.

0
273

W 2005 roku osiągnęliśmy wskaźnik 45% Polaków angażujących się w pomoc w jakikolwiek sposób, nawet gdyby ktoś tylko wrzucił do puszki pieniądze. 45%! Do wolontariatu przyznawało się ponad 23%. Ale w 2007 roku z 45% zaangażowanych zostało 23, a wolontariat spadł do poziomu 14%. Co takiego stało się pomiędzy rokiem 2005, do którego ciągle rosły statystyki zaangażowania, a rokiem 2007, kiedy tak gwałtownie spadły?

Panowała hossa. Ludzie kupowali nieruchomości, inwestowali na giełdzie, tak bardzo wydawał im się realny ten zysk, który będą mieli, że nastąpił gwałtowny odwrót Polaków od pomagania i dlatego spadły statystyki. Nie przestali pomagać dlatego, że mieli mało. Przestali pomagać dlatego, że mieli dużo. Niesamowite.

W 2009 roku, kiedy minął ten moment, pieniądze zainwestowane w giełdę wyparowały, kiedy frankowicze odkryli, że to była głupia inwestycja, kiedy ceny nieruchomości zaczęły spadać, a kredyt, który trzeba było spłacać, ciągle był taki sam, zorganizowałem happening pod giełdą papierów wartościowych w Warszawie.

Pod giełdą ustawialiśmy buty ze świeczkami i mówiłem najprostszą rzecz na świecie. Gdyby nie chciwość, gdyby nie zapatrzenie się na siebie, swoje potrzeby, potencjalne zyski, gdyby nie wiara w te obietnice, i dalej by Polacy pomagali, to z ich pieniędzy, z tego, co by pomagali, wyszłoby tak, jak z tej świecy światło i ciepło. Coś by zostało. Ponieważ nie pomagali, te pieniądze wyparowały, zostały przejęte przez kapitał spekulacyjny. Bardzo ciekawe doświadczenie. Mówiłem o tym, że warto zastanowić się, w co się inwestuję  pieniądze i jaką inwestycją sami jesteśmy w kontekście wieczności.

Ile razy zbliża się kryzys, ale panuje jeszcze hossa, mój inżynierski zmysł mówi mi, że coś tu nie gra, nie wierzę, że coś może uróść z niczego, np. że wartość spółki może rosnąć w nieskończoność.

Czytałem ostatnio, że najdłuższy okres między tymi kryzysami światowymi do tej pory w światowej gospodarce to było 110 miesięcy. Od ostatniego kryzysu minęło 102 miesiące, czyli jesteśmy już blisko rekordu.

Otwieram wczoraj portal internetowy i czytam: „Mieszkania w Krakowie idą, jak świeże bułeczki.” Wszystko się sprzedaje. Giełda nowojorska rośnie od wielu lat. Zaczynam czuć to samo, co czułem za każdym razem, chociaż nie byłem bardzo wykształcony ekonomicznie, że to się nie może spiąć. Przychodzę do banku, dostaję ofertę w banku, fundusz inwestycyjny, no i mam wykres, od kiedy wzrasta wartość tego funduszu. Tak mi jakoś coś w środku podpowiada, że, jak tak ciągle wzrasta, tak naprawdę nie zbliżam się do tego, że będzie jeszcze długo wzrastało tylko, że ten wzrost się załamie. Każdy kolejny dzień oznacza, że jesteśmy bliżej tego, że się załamie, a nie bliżej tego, że to będzie szło w kierunku wieczności.

W czasie hossy, tak jak teraz, pojawia się taki zadziwiający mechanizm. Po tym, jak te pieniądze wyparowały, ceny mieszkań spadły, można było kupować, ale ludzie nie mieli gotówki, bo wcześniej wydali ją w czasie hossy na różne rzeczy, więc nie było komu kupować. Giełda spadła, akcje były tanie, ale ludzie nie ufali już giełdzie, więc nie kupowali wtedy, kiedy było tanio. Z biegiem czasu ten zainwestował, tamten zainwestował, to mieszkanie się sprzedało, tamto mieszkanie się sprzedało, obserwujemy sukcesy różnych ludzi. Myślimy sobie: „Skoro im się udało to i mnie się uda”.

Paradoksalnie z biegiem czasu im jesteśmy bliżej kryzysu, tym ten owczy pęd jest większy, bo więcej osób traci taką barierę, nieufność do wolnego rynku: „że może w tym wszystkim jest jakiś haczyk”.

Nie wiem, czy potrzebujemy jeszcze kilka miesięcy do kryzysu rok, może trochę dłużej, myślę, że już niedługo więcej raczej. Czy jeżeli dzisiaj nie kupicie mieszkanie to na 100% będą później tanie? Nie umiem tego powiedzieć. Na pewno będą tańsze. Na pewno taniej jest kupować wtedy, kiedy kupują tylko nieliczni, a nie, jak kupują wszyscy. To wiadomo.  Natomiast istnieją ogólne reguły, których zawsze trzeba się trzymać.

I pierwsza polega na tym, że nigdy nie należy planować swoich wydatków na bazie tego, kiedy jesteśmy w największej prospericie. Wiele osób, kiedy ma dobre przychody, to zaczyna planować swoje wydatki tak, jakby takie przychody były zawsze. A mogę wam powiedzieć najprawdziwszą prawdę na tym świecie: Kryzysy są zawsze. Zawsze przyjdą i głupotą jest myślenie, że zawsze będzie tak samo dobrze, jak jest teraz tak, jak teraz wiele osób myśli, bo czuję to w powietrzu.

Podstawową zasadą w prawdziwym biznesie jest zawsze asceza, czyli ograniczanie kosztów, czyli wyłamywanie się z tego schematu wydawania, że jak wszyscy wydają, to ja też wydaję. Dobrze też mieć tak skalkulowane pieniądze, że, nawet jeżeli przyjdzie kryzys, to będzie was stać na spłatę wszystkich obciążeń, czyli, że między tym, ile was kosztuje co miesiąc wasze życie, a tym, ile zarabiacie, powinna być odpowiednio duża różnica na korzyść tego, że jest więcej pieniędzy, więcej przychodów niż wydatków.

Wydaje się też, że dobrze jest w takim okresie jak teraz odkładać gotówkę, żeby mieć na inwestycje wtedy, kiedy inni już nie będą mieli, bo, myślę, że nie da się wszystkich zatrzymać w tym pędzie do wydawania. Myślę, że dobrze byłoby w roku 2017 być mądrzejszym niż w roku 2006  i pomyśleć, że w życiu nie chodzi tylko o to, żeby mieć, że chodzi też o to, żeby być, że zamiast czerpać radość z kupowania, wydawania pieniędzy, lepiej jest czerpać radość z życia.

Odkryłem niedawno wielką wartość w życiu dziecka, która jest za darmo, bo utrzymanie dziecka jest bardzo drogie, ale powietrze jest za darmo, ziemia jest za darmo, trawa jest za darmo, liście są za darmo, kałuża jest za darmo, las jest za darmo, deszcz, śnieg. Czy myślicie, że te drogie zabawki dla dziecka mają większą wartość niż dotykanie piasku, ziemi, śniegu i innych rzeczy? Czy potrzebujemy tak wielu innych rzeczy, żeby być szczęśliwymi?

Właściwą odpowiedzią również na te czasy, w których jesteśmy obecnie jest pierwszeństwo życia duchowego nad światem, który nas otacza i to wystarcza, żeby sobie poradzić w tych wszystkich kryzysach wzrostów i spadków. To jest taki zdrowy dystans, który mówi: „Nie muszę mieć, ale chcę być.”. Nie muszę mieć, ale chcę być.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułJak być piękną kobietą? Mówię o sobie, a nie o innych
Następny artykułLubię ludzi: Uczciwa praca
mm
Ks. Jacek WIOSNA Stryczek - lider społeczny, duszpasterz akademicki i duszpasterz ludzi biznesu. Znany z nowatorskich (w tym multimedialnych) kazań i poruszających happeningów. Pomysłodawca i Prezes Stowarzyszenia WIOSNA, które realizuje projekty SZLACHETNĄ PACZKĘ i AKADEMIĘ PRZYSZŁOŚCI. W mediach znany z oryginalnych pomysłów ewangelizacyjnych, np. postawienia konfesjonału przed Galerią Krakowską, albo posypywania głów przechodniów popiołem na Rondzie Matecznego w Krakowie. Laureat wielu nagród m.in. Nagrodę Polskiej Rady Biznesu im. Jana Wejcherta, Gentlemana Roku 2014 czy Nagrodą im. Władysława Stasiaka.